Hm… To, czym fotografuję, ma niewielkie znaczenie. Canon, Nikon czy Pentax — każdy z nich jest tylko narzędziem, niedoskonałym jak wszystko, co tworzy człowiek. Nie ma idealnego aparatu i być może nigdy nie będzie — jakby celowo pozostawiono w nim przestrzeń na niedosyt, na ciągłe poszukiwanie. Fotografia jest dla mnie podróżą. Cichą, osobistą przygodą, w której uczę się patrzeć od nowa. Dostrzegać to, co umyka w pośpiechu codzienności — drobne detale, ulotne chwile, światło muskające rzeczy, które zwykle pozostają niezauważone. Bo to właśnie światło pisze obrazy. Delikatnie, nieśpiesznie, kreśli je na matrycy jak na płótnie. A rolą fotografa jest wsłuchać się w tę opowieść i pokazać ją tak, by choć na moment zatrzymać spojrzenie drugiego człowieka. By obraz nie był tylko obrazem — lecz chwilą, która oddycha.

Co mnie prowadzi przez życie?
Trudno to zamknąć w kilku słowach — bo przez 59 lat nazbierało się ścieżek, które splatają się ze sobą jak przewody w starym układzie.
Elektronika pojawiła się wcześnie — na początku lat 80., w czasach surowych i wymagających. To była nauka cierpliwości, pokory i ciszy, w której rodziły się pierwsze iskry pasji. Dziś przycichła — jakby czekała gdzieś w tle.
Sport trwa nieprzerwanie — od tamtych lat aż po dziś dzień, wierny jak rytm serca, zgodnie z prostą prawdą: „sport to zdrowie”.
Fotografia przyszła później — w połowie lat 80., i została na dobre. Zatrzymuje czas, gdy ten nie chce się zatrzymać, i dziś to ona gra pierwsze skrzypce w moim świecie.
Informatyka — rok 1992, Atari, Amiga… epoka, w której wszystko tworzyło się własnymi rękami, krok po kroku, bez skrótów. Nie było kliknięć — była droga. I ta droga trwa do dziś, prowadząc przez pracę, wśród systemów, które patrzą, czuwają i reagują.
Copyright © HENRYK GAŁASZEWSKI SUWAŁKI 2026